Sitemap

Szybka nawigacja

W ataku marketingowym prowadzącym do premiery Bros, nowego filmu napisanego przez Billy'ego Eichnera, w którym wystąpił Billy Eichner, krążyło wiele o Making History.To „pierwsza gejowska komedia romantyczna z dużego studia z główną obsadą całkowicie LGBTQ”, a Eichner jest reklamowany jako „pierwszy otwarcie gejowski mężczyzna, który napisał i zagrał w dużym filmie studyjnym”.Dziwnie poważna kampania, rodzaj brzęczącego zwiastuna ważności, który zwykle towarzyszy prestiżowemu dramatowi z nagrodami, wydaje się podważać prosty rewolucyjny akt stworzenia kolejnego komedii romantycznej w studiu, tym razem skupionej na dwóch zakochanych kolesiach.

Jednak siadając i oglądając film, jasne jest, że to napięcie między tym, co ważne, a konwencjonalnym, jest decydującym konfliktem filmu.Mimo wszystkich swoich zalet Bros jest trochę frustrującym zegarkiem, uroczym zaklinaczem w stylu Nory Ephron, pogrzebanym gdzieś pod narzuconym przez siebie ciężarem przedstawiania „5000 lat queerowych historii miłosnych”, przeciągania liny między mikro i makro, które prawie trwoni swój słoneczny centralny romans z próbą (jakkolwiek szlachetną) bycia wszystkim dla wszystkich.

Fabuła dotyczy Bobby'ego Liebera (Eichner), queerowego podcastera i kuratora pierwszego w Nowym Jorku muzeum historii LGBTQ.Bobby jest upartym i dumnym singlem, ale jego obrona rozpływa się, gdy spotyka Aarona (główny bohater filmu Hallmark, Luke Macfarlane), prawnika macho-bro, który jest równie nieprzenikniony emocjonalnie, co totalna łódź marzeń.Ich urocze spotkanie, pośród wirującego wiru modnych klubowych gejów, wydaje się być właściwą queerową wersją nowojorskiej historii miłosnej XXI wieku.Dodaj wynik Marca Shaimana i nagrodę w postaci igieł Nat King Cole, a można by pomyśleć, że ten wesoły, kiedy Harry poznał Sally, będzie gotowy do biegania.Ale Bros ma na głowie o wiele więcej.

Zdjęcie: Nicole Rivelli/Universal Pictures

Te „5000 lat queerowych historii miłosnych” są przywoływane od samego początku, a fabuła B dotycząca otwarcia muzeum Bobby'ego początkowo wydaje się chytrym sposobem na przekształcenie tej popularnej komedii studyjnej w lekcję historii queer z tylnymi drzwiami.To wszystko dobrze i dobrze, ale chociaż Eichner zasługuje na uznanie, że zachował miejsce na inne queerowe narracje niż jego własne cis-białe doświadczenie, egzekucja tutaj wypada jako w większości pobieżna.Jego współpracownicy z muzeum to niewiele więcej niż szyfry, Organizacja Narodów Zjednoczonych LGBTQ z przedstawicielami trans, lesbijek, osób niebinarnych i biseksualnych.Momenty, w których siedzą przy stole konferencyjnym i namiętnie opowiadają się za tematami queerowych rozmów, wydają się tak suche i pozbawione inspiracji, jak gdyby sekwencje senackie z prequeli Gwiezdnych wojen miały miejsce w komorze echa gejowskich stereotypów.

Eichner ma w końcu tylko dwie godziny i chociaż sięga po poziomy wymiaru Nory Ephron, scenariusz Brosa często jest przyciągany, by jego bohaterowie byli rzecznikami wszystkich problemów, które jego zdaniem musi rozwiązać, nawet kosztem własnego .Pomimo niestabilnej oglądalności aktora, Bobby jawi się nie tyle jako prawdziwa osoba, co chodzący na Twitterze tyrad o wszystkim, co jest nie tak z kulturą gejowską.Obejmuje to, ale nie ogranicza się do: aktorów hetero grających gejów; komediowe użycie „luki F”; kapitalizacja przemysłu filmowego na queerowej traumie; i problematyczny charakter Bohemian Rhapsody o gejowskiej ikonie w heteroseksualnym związku.Frustrujące rzeczy, wszystko, ale jeszcze bardziej frustrujące przez fakt, że zajmuje tak znaczące miejsce w filmie, który ma być antidotum na te problemy.

Eichner jest najlepszy, gdy jego bredzenie wywołuje bardziej organiczne środki.Może to oznaczać przepychanie się przez tłum bywalców klubów („NIE PRZESTANĄ VOGUUJE!”) lub niemożność posiadania ostatniego słowa, gdy matka Aarona, nauczycielka w szkole podstawowej, mówi, że drugoklasiści są za młodzi, by się o tym uczyć. queerowa historia.Jest też, jak się okazuje, dość czułym, romantycznym liderem z pięknym śpiewnym głosem, dostarczającym jedenastogodzinny występ muzyczny, który wydaje się być natychmiastowym klasykiem komedii romskiej, nawet jeśli ma to znaczenie (jako rodzaj zawiłej subwersji Lin-Manuela Mowa „Miłość jest miłością jest miłością”, mówiąca o tym, że „miłość w rzeczywistości nie jest miłością”) pozostaje w najlepszym razie niejasna.

Ale film należy do Luke'a Macfarlane'a, z jedną z najbardziej nieoczekiwanie przejmujących ról tego roku.To jedna z tych doskonałych syntez aktora i roli, ogromny przełom w karierze, który jest ekscytujący do świętowania.Łatwo sobie wyobrazić, jak Aaron może być jednobrzmiącym mięsem, ale Macfarlane naprawdę gra patos tego faceta, który wiódł życie, korzystając z przywileju heteroseksualnego męskiego geja, który pragnie czuć się mniej obcym dla kultury gejowskiej.Jest z pewnością najbardziej kompletną i fascynującą postacią w obsadzie, a jego porażki i zwycięstwa to emocjonalne szczyty filmu, który najlepiej prezentuje się, gdy gra klasyczne bity rom-com z perspektywy gejów.

Obraz: Uniwersalne zdjęcia

Kiedy Bobby i Aaron dzielą ekran, zakochują się i odkochują wraz ze zmieniającymi się porami roku w Nowym Jorku, Bros czuje się gotowy, by wygodnie usiąść na półce z najlepszymi w tym gatunku.Sceny seksu są gorące, szczere, orzeźwiająco zabawne i (w jednym przypadku dzięki udziałowi chętnego intruza o imieniu Steve) całkiem zabawne.A jeśli ogólnie rzecz biorąc, w filmie brakuje konsekwentnie głośnych śmiechu z wcześniejszych dzieł reżysera Nicholasa Stollera, takich jak Zapominając o Sarah Marshall, jego niezłomne pragnienie uchwycenia najbardziej współczującej wersji jego bohaterów sprawia, że ​​doświadczenie, które pomimo swoich wad, jest porażką. uśmiech na twojej twarzy, który nie ustępuje.

Pomimo moich frustracji i kłótni, Eichner trzyma się lądowania z finałem, który wydaje się tak mdły i romantyczny, jak pojednanie sylwestrowe Billy'ego Crystala i Meg Ryan.To, że robi to na tle otwarcia muzeum LGBTQ Bobby'ego, wydaje się jak pierwszy raz, gdy odmienne wątki filmu i zwisające imiesłowy zastygają w spójną całość.To satysfakcjonujące zakończenie, które ujawnia ostateczną oprawę tego filmu przez Eichnera jako długo oczekiwane wprowadzenie od kultury queer do głównego nurtu kina, w którym Gay Rey wręcza tęczowy miecz świetlny Luke'owi Skywalkerowi.

W tym kontekście trudno zarzucić Eichnerowi, że traktuje to „pierwsze duże studio gejowskie rom-com” z najwyższą odpowiedzialnością.Chociaż Bros często czuje się przeładowany pomysłami, traktatem „Dlaczego geje zasługują na bycie w Rom-Com”, a nie tylko naprawdę dobrym romansem z gejami, jest to również dokładnie zgodne z głównym celem Bobby'ego-slasha-Billy'ego: „Chciałem pisać o moim świecie, moim życiu, moich przyjaciołach”.

W końcu film nie może być wszystkim dla wszystkich, nawet jeśli próbowanie przez Billy'ego jest zrozumiałe.Ponad 5000 lat queerowych historii miłosnych, a to pierwsza z logo Universalu.Jak mówi Bobby podczas otwarcia muzeum: „Wydaje się, że dopiero zaczynamy się poznawać”.Bros było wartościowym wstępem.Teraz czas na kolejny krok.

braciaotwiera się w kinach 30 września.

Wszystkie kategorie: Recenzje